Share Button

Pamiętam moje pierwsze doświadczenia z podejściem behawioralnym na studiach i słynnym eksperymentem z psem Pawłowa, niektórzy posiłkują się tym porównaniem do dziś, a widmo tego eksperymentu otacza i obecnie tą działkę psychologii. Myślałam wtedy, że to terroryzująca, nie dająca możliwości rozwoju spontanicznych zachowań gałęź psychologii, która opiera się wyłącznie na manipulowaniu drugim człowiekiem bo wykorzystuje prawa uczenia się takie jak warunkowanie klasyczne i instrumentalne. I tak zostało, dopóki nie zaczęłam zgłębiać tajników terapii behawioralnej w pracy z dziećmi metodą SAZ (Stosowanej Analizy Zachowania).

Drugie teoretyczne spotkanie miałam dość niedawno na studiach pedagogicznych – w czasie, gdy moje doświadczenie i pogląd na temat podejścia behawioralnego było już nieco szersze i praktycznie obalone. Usłyszałam wtedy wiele swoich starych zarzutów wobec podejścia behawioralnego w nieco ostrzejszej odsłonie – że niby opiera się ono na suchej tresurze, braku emocji i totalnej bezwzględności, tak więc jeśli chcesz wychować dziecko na emocjonalnego impotenta możesz wysłać je do specjalisty, który pracuje w tym podejściu. Tylko kto powiedział, że podejście to zakłada rozwiązywanie problemu każdego rodzaju i pracy z każdym pacjentem? Pomyślałam, że tak jak mi wcześniej, tak długo już pracującej w zawodzie kobiecie poza wyrywkowymi informacjami brakuje szerszego poglądu, tak więc zarzuty są uzasadnione brakiem wiedzy zarzucających.

W całym naszym świecie uczymy się ze środowiska, dostosowując swój wewnętrzny potencjał. Środowisko daje nam sygnały, że dane zachowanie jest ok, i kontynuujemy, bo chcemy osiągnąć te korzyści, które aprobuje środowisko, bo na tym nam zależy. Bo w jaki sposób nauczyliśmy się działać w społeczeństwie, nawiązywać relacje z rówieśnikami, dlaczego w dzieciństwie do tych, którzy zabierali nam zabawki, i w dodatku nas nią uderzyli nie byli już tak atrakcyjnymi kompanami jak Ci, z którymi mogliśmy tej zabawki razem używać? Co sprawiło, że poza potencjalną wewnętrzną potrzebą samorozwoju, taką frajdę sprawiały nam proste i przyziemne aktywności, a dlaczego z innej strony do pewnych aktywności, bądź rzeczy i osób, żywimy uraz lub zwyczajnie nie chcemy i nie lubimy czymś się zajmować? Dlaczego Panie w przedszkolu czy szkole choć są wymagające to dzieci podejmują, że warto się uczyć, a w innym przypadku dziecko niechętnie podejmuje naukę? Co za tym wszystkim stoi? Czyżby naturalny system wzmocnień i kar?

Terapia behawioralna i SAZ

Tak więc wielu rodziców boi się tego podejścia. I wcale się nie dziwię. Wpływ na to mają zniekształcone osądy i propagowanie niezaktualizowanej wiedzy oraz zwyczajny jej brak u specjalistów, którzy rodzicom doradzają wybór terapii. Chodząc na staże można przekonać się dopiero jak teoria wygląda w praktyce. Terapia behawioralna (nie mylić z psychoterapią) nie jest metodą przeznaczoną do pracy z dziećmi, które mają problemy emocjonalne lub też do takich, które nie mają problemów rozwojowych lub trudności z zachowaniem! Terapia behawioralna skierowana jest do dzieci z zaburzeniami rozwoju, dostarcza technik umożliwiających ułatwienie dziecku nabywanie nowych umiejętności i wiedzy. Jest to jedyne udowodnione naukowo podejście terapeutyczne, które przynosi szybkie efekty w pracy z dziećmi min. Z ASD. W SAZ epicentrum są zachowania, które są niewłaściwe lub nietypowe dla zachowań dziecka w danym wieku; ich analiza (przyczyny i następstwa) oraz zmiana. Co najważniejsze skupia się na zachowaniach występujących tu i teraz, nie na tych, które występowały pół roku temu. Psycholog jest tutaj obserwatorem, który skupia uwagę na zachowaniach i skrupulatnie je opisuje, po ich określeniu włącza stosowaną procedurę interwencji i dalej bacznie obserwuje co dzieje się po jej włączeniu, jak zmienia się zachowanie. Tak więc można porównać to do pewnego rodzaju stop klatki… Bierzemy na tapetę pewne zachowanie i pracujemy z nim wyodrębniając je ze zgiełku innych zachowań. Można dla przykładu podać ciągły krzyk lub płacz, który powoduje, że rodzice ciągle zwracają dziecku uwagę. Dziecko, być może zdeprywowane brakiem uwagi od rodziców, znalazło sposób – krzyk, który powoduje, że uwaga, której ma miało, jest mu w tej sytuacji permanentnie dostarczana. Dlatego schemat działania będzie prosty – chcę uwagi – pokrzyczę – to ją dostanę.

Faktem więc jest, że podejście behawioralne jest inne niż podejście humanistyczne, które to zdecydowanie bardziej nastawia się na dialog i pogłębianie samoświadomości. Co wcale nie znaczy, że nie wchodzi się z dzieckiem w konwersacje, nie zważa na jego emocje, nie pogłębia myślenia kreatywnego czy nie stawia się na jej rozwój. Dzieci będące w terapii behawioralnej mają czas na zabawę, jednak z uwagi na swoje trudności muszą się jej uczyć. Czym innym jest, gdy dziecko wykształciło pewne schematy zachowania, wykazuje sztywności w kwestii zmian i płacze, gdy działanie nie przebiega według określonego schematu, lub jest agresywne/autoagresywne po tym jak nie dostaje tego co chciało, a czym innym płacz z powodu zniszczenia ulubionej zabawki. Behawioryści pracujący w podejściu ABA pracują z dziećmi, które przejawiają problemy z przykładu pierwszego. Istnieją tak zwane nadmiary behawioralne – czyli takie zachowania, które utrudniają dziecku rozwój i funkcjonowanie czyli np. stereotypie, sztywności, nieprawidłowo utrwalone wzorce zachowania. Deficytami są mówiąc prosto braki, czyli umiejętności, których dziecko nie posiada, a powinno z perspektywy prawidłowego rozwoju psycho-motorycznego mieć w repertuarze swoich umiejętności.

Wbrew myśleniu laików, terapeuta nie jest dla dziecka awersyjnym obiektem. Terapeuta ma za zadanie stać się dla dziecka takim kompanem, z którym dziecko będzie uwielbiało się uczyć, który będzie źródłem pozytywnych wzmocnień i skojarzeń. I wcale nie dzieje się to przez przekupstwa, jak często określają to osoby niezorientowane. Terapeuta intensywnie paruje się z pozytywnymi aktywnościami.

Wzmacnianie i karanie

Dla dziecka, które nie ma zaburzeń społecznych, oklaski i uśmiechnięta buzia mamy, taty czy opiekuna jest najbardziej pożądaną reakcją, jako tylko mogłoby sobie wymarzyć. Powoduje to, że zaczyna ono robić coś częściej i więcej, i bardziej i mocniej, aby tylko wywołać zainteresowanie w oczach najważniejszych dla niej osób. Tak więc w naturalny sposób, bez nazywania określonych technik dzieci uczą się, że jeśli chcę wzbudzić lub zwiększyć zainteresowanie u drugiej osoby, muszą coś zrobić (powiedzieć) i/lub robić to lepiej (powiedzieć wyraźniej) /częściej by relację podtrzymać. Uczy się więcej poprawnych wzorców uzyskiwania uwagi, bądź osiągania określonych dla niego korzyści. Wysyłanie całusa po usłyszeniu polecenia od rodzicielki niesie za sobą zainteresowanie i częstszy kontakt „ja i mama” co naturalnie powoduje, że dziecko chętniej będzie uczyło się nowych zachowań i zdecydowanie ochoczo wykonywało polecenia by uzyskać uwagę bo zbudowało sobie pozytywne skojarzenie. Uwaga mamy jest dla niego nagradzająca. Jaką wartość miałaby dla nas kariera zawodowa pomijając kwestię finansową, która określana jest wyNAGRODZENIEM nie bez powodu, gdyby nie wiązała się ze społeczną aprobatą? Podejmowanie jakichkolwiek wysiłków wspinania się na szczyty góry z napisem „master of…” nie miałyby sensu, gdyby nie reszta społeczności, która obdarzy nas za to aprobatą, a może i jeszcze będzie chciała zgłębiać tajniki naszego sukcesu. Człowiek jest istotą społeczną, a prawdziwość tego stwierdzenia można zaobserwować pracując z dziećmi, które mają trudność z relacjami społecznymi, co przekłada się bardzo często na ich stan psychiczny.

Pozytywnie podejście ABA zakłada częstsze wzmacnianie dziecka za zachowania pożądane, pomocy w rozwijaniu pewnych zachowań na kolejny wyższy szczebel adekwatnego rozwojowo, niż karanie. A stosowanie kar niestety częściej bywa praktykowane w środowisku domowym, niż by się wydawało. W terapii behawioralnej nagradzanie dziecka ma służyć wzrostowi zachowań, których potocznie mówiąc częstość występowania chcielibyśmy zwiększyć, karanie zaś ma nieść skutek odwrotny. I wbrew upraszczaniu tego tematu przez laików, dzieci niskofunkcjonujące są częściej wzmacniane rzeczowo czy biologicznie a dzieci wyżej funkcjonujące często nie pracują nawet na wzmocnieniach tego rodzaju! A w każdym przypadku terapeuta stosujący wzmocnienia powinien mieć procedurę na ich wycofanie!Możemy nagradzać dziecko dając mu coś dodatkowego (nagroda pozytywna) np. pochwała, dostarczenie uwagi, przytulenie, dostarczenie smakołyka, lub coś odbierając (nagroda negatywna) np. wycofując wymaganie, usunąć swoją ingerencję w aktywność. W karach podział jest podobny, możemy zastosować karę w postaci zakazania jakiegoś przywileju (kara negatywna) np. wyprowadzić dziecko z Sali gdzie przebywa reszta grupy, na której obecności dziecku zależy lub dołożyć np. wynieść śmieci, posprzątać zabawki (kara pozytywna). Niezależnie od tego czy dziecko ma zaburzenia rozwojowe czy nie, liczmy się z tym, że po stosowaniu określonych zadań jako kary spowoduje, że dziecko polubi te aktywności za którą zostało ukarane bądź tą, którą wykonuje jako karę, to jest szczególnie niebezpieczne z punktu widzenia kary negatywnej. Karanie w SAZ jest ostatecznością – po co stosować kary, jeśli możemy częściej wzmacniać zachowania pożądane i pokazywać dziecku, że większą korzyść osiąga wówczas, gdy skorzysta z zachowań pozytywnych, które mają poprawny wzorzec, nie zagrażają jego życiu i są zgodne ze społecznym postępowaniem?

Dzieci z zaburzeniami rozwoju – do których przede wszystkim metoda Stosowanej Analizy Zachowania jest kierowana – prezentujące upośledzenie kompetencji społecznych i nie tylko – w tym ze spektrum CZR, nie uczą się tak samo jak dzieci bez problemów rozwojowych. Dla nich wzmocnienia społeczne nie są ani najważniejsze, co najwyżej ważne lub znośne, inne nie lubią ich wcale. Jak się domyślacie powoduje to, że dzieci wolniej nabywają umiejętności i/lub ich interakcja ze światem zewnętrznym przebiega w sposób nieprawidłowy. Zadaniem terapeuty jest sparowanie wzmocnień rzeczowych czy biologicznych ze społecznymi w taki sposób, żeby to te ostatnie, w niedalekiej przyszłości miały największą moc. I praca nad redukcją wspomnianych deficytów i nadmiarów poprzez motywację. Oczywiście normalka – zawsze najciężej jest wygrać z czekoladą ale nie znaczy to, że nie można próbować się z nią mierzyć. Każdy z terapeutów wkłada dużo wysiłku i starań żeby z tym wygrać, niełatwa jest to praca, nie zawsze jest kolorowo, ale efekty pracy przekładajace się na lepsze funkcjonowanie dziecka w świecie mówią, że zdecydowanie warto!

 

Share Button